Jedynka już była – czyli opis mojej ulubionej trasy autobusowej (Jedynka). Teraz czas na opis trasy mojej drugiej faworytki – Dwójki, bardziej obleganej przez turystów, bo prowadzącej przez cały Gibraltar na jego piękny koniec, czyli Europa Point.
Już chyba wspominałam, że będąc na Gibraltarze, koniecznie trzeba sobie kupić bilet całodobowy (Hoppa), upoważniający do nieograniczonej liczby przejazdów na wszystkich trasach autobusowych. Trzeba to zrobić koniecznie, bo wsiadając po kolei do linii 1, 2, 4 albo 8, można szybko i tanio zwiedzić prawie cały Gibraltar (wszystkie te linie wyruszają z pętli przy głównym placu – Catemates Square).
Bilety kupuje się u kierowcy za gotówkę (płacąc w funtach lub euro) i najlepiej mieć monety lub małe nominały. Wychodząc z autobusu wszyscy mówią ‚Do widzenia’ – bardzo sympatyczny obyczaj, prawda?
Jeśli ktoś ma mało czasu i na zwiedzanie Gibraltaru tylko jeden dzień (a to przecież zdecydowanie zbyt krótko, żeby odwiedzić wszystkie piękne miejsca), dzięki przejazdom autobusowym, może sobie obejrzenie całego Gibraltaru bardzo przyspieszyć. Autobusy przeciskają się przez ścisłe centrum, mijając większość ważnych zabytków, a także pozwalają spotkać się z prawdziwymi Gibraltarczykami (dotyczy to zwłaszcza trasy autobusu numer 1).
Strona Gibraltar Bus Company i opis tras – Gibraltar Bus Company.
Wracając do Dwójki – odjeżdża z pętli przy Casemates najczęściej ze wszystkich autobusów (co 15 minut), aby po chwili wjechać w Line Wall Road i najkrótszą trasą dojechać na na sam koniec Gibraltaru – Europa Point, który jest jednocześnie jednym z najdalej wysuniętych na południe miejsc w Europie (najdalszy jest w odległej o 45 km Tarifie, na styku Morza Śródziemnego i Oceanu Atlantyckiego.
Po drodze mijamy najbardziej znaną gibraltarską Synagogę (której tak jak pozostałych synagog nie widać, bo są ukryte za murami, często jednak, zwłaszcza rankiem, spotykam tam ubranych na czarno ortodoksyjnych Żydów, z kręconymi pejsami (tak!), w kapeluszach i czarnych płaszczach, którzy przemykają z Torą ukrytą w reklamówce (?!)), Muzeum Gibraltarskie (Gibraltar Museum), Cathedral Square z ładną anglikańską Katedrą (gdzie często chodziłyśmy z Małą Myszką pobawić się w kąciku z zabawkami dla dzieci, poczytać książki albo po prostu posiedzieć sobie w spokoju, cieple albo chłodzie, zależnie od pory roku), tzw. żydowski plac zabaw (w ciągu dnia pełen wielodzietnych rodzin żydowskich, wyglądających jak przeniesione w czasie z lat 50tych, z dwoma zjeżdżalniami, które chyba nigdy nie były sprawdzane pod względem wymogów bezpieczeństwa (metalowe i z wystającymi ostrymi elementami)/ (Ostatnio został odnowiony/ przyp. aut.), Trafalgar Cemetary (urokliwy, zacieniony cmentarz z lekko rozpadającymi się nagrobkami, upamiętniający bitwę pod Trafalgarem), pomnik Admirała Nelsona i Alameda Gardens (cudowny i bardzo romantyczny ogród botaniczny, pełen zakamarków i alejek, który sam w sobie jest wspaniałą atrakcją turystyczną; Alameda Gardens).
Tyle mijamy w centrum, bo po chwili trasa autobusu wspina się Europa Road w górę, mija monumentalny The Rock Hotel (niegdyś goszczący prawdziwe sławy, takie jak Rita Hayworth albo Winston Churchill) i przejeżdża przez południowy Gibraltar, czyli jego najintensywniej nasłonecznioną część i miejsce najpopularniejsze wśród osób, które szukają domu na Gibraltarze. Południe Gibraltaru jest wspaniałe, a zwłaszcza rozciągająca się w dół aż do linii morza – Rosia, moja ulubiona (oczywiście oprócz Catalan Bay i Upper Town) dzielnica. Stare kolonialne wille, osłonięte zarośniętymi całoroczną zielenią murami, schodki i wąskie uliczki prowadzące do kolejnych schodków i uliczek, i znowu (jak to na Gibraltarze) olśniewające widoki – na hiszpańskie Algeciras, zatokę, cieśninę i Afrykę.
Droga nie jest już tak wąska jak na trasie Jedynki, autobus jedzie trochę wolniej i w spokoju można nacieszyć się mijanymi miejscami. Słońce, piękna architektura i otwierająca się wielka przestrzeń. Intensywnie niebieskie niebo, intensywnie niebieskie morze i wolno przepływające statki. Czego więcej chcieć od życia? No może tylko, żeby autobus jechał dłużej… Przejazd trwa jednak tylko około 15 minut, ale za to bardzo dobrze się kończy!
Europa Point jest miejscem naprawdę wartym odwiedzenia, z którego nawet przy brzydkiej pogodzie, doskonale widać Ceutę, Maroko i charakterystyczną górę Jabal Musa. Oczywiście jest też latarnia morska, kawiarnia z mini sklepem i olbrzymi plac zabaw (co dla zwiedzających z dzieckiem jest dodatkowym udogodnieniem). Nad całością, trochę przewrotnie, dominuje imponujący meczet Ibrahim-al-Ibrahim Mosque, z którego rozlega się co jakiś czas nawoływanie muezina.
Już za chwilę Europa Point stanie się też szczególną atrakcją turystyczną dla Polaków odwiedzających Gibraltar. Dlaczego? Bo już 4 lipca (w 70tą rocznicę śmierci gen. Sikorskiego), stanie tam pomnik upamiętniający to zdarzenie (który ma zastąpić nieszczęsne śmigiełko stojące przy Devil Tower Road; Memoriał Gen. Sikorskiego (Sikorski Memorial już od kilku lat cieszy mieszkańców Gibraltaru i odwiedzających to miejsce Polaków – warto!/ przyp. aut.)


Dodaj komentarz