Lubię Gibraltar

Strona o Gibraltarze i mojej miłości do tego miejsca, a także o odkrywaniu Andaluzji i wszelkich innych nieograniczonych możliwościach, dostępnych w tym zaskakująco różnorodnym miejscu na świecie!

Loli

Maria Dolores Pisharello to pani, która mieszkała tu przed nami. Umarła rok temu, i potem jej mieszkanie stało puste przez rok, tak jakby na mnie czekało.

Nazywano ją Loli i bardzo ją lubię. Czuję, że czasem jest przy mnie, szepcząc do ucha ‚głowa do góry, dasz radę, fajna z Ciebie dziewczyna’, ale tak bardzo cicho, żebym nie wiedziała, że to ona, żebym uznała to za swoje myśli i się nie przestraszyła.

Loli nie chce mnie wystraszyć, bo też mnie lubi i coś czuję, że ma względem mnie plany. Na razie ich jeszcze nie znam, ale w głębi serca wiem, że ten blog będzie też o tym.

Loli mieszkała w Catalan Bay Village prawie całe życie. Była dobrą, pracowitą i bardzo religijną osobą, którą wszyscy znali i poważali. Pozostawiła po sobie dom pełen uroczych mebli, obrazków, talerzy, kieliszków, pater, garnków, pościeli, nici do szycia, wełen, i tysiąca innych rzeczy, dając mi wspaniałe poczucie bycia u siebie i posiadania korzeni.

Kto by pomyślał, że wynajmując apartament daleko od domu, można znaleźć ‚mieszkanie po babci’!

Loli miała nawet sztalugę, którą dumnie ustawiłam na balkonie. Nie umiem malować, ale takie ‚artystyczne’ organizowanie przestrzeni domowej zawsze mi się podobało. Poza tym, kto wie? Może coś kiedyś namaluję?

Co chwilę spotykam osoby, które ją znały i ciepło wspominają.

Angela Rosa, którą uwielbiam, opiekunka pobliskiego kościoła (i wspaniała, dziarska blisko 80-tka, która pali jak smok i całą miłość przelewa dwóm bardzo już starym, ale nadal głośnym, ratlerkom), pamięta jak Loli zobaczyła ją przez okno, gdy Angela przechodziła obok, w bardzo kiepskim nastroju. Porozmawiały chwilę, a potem na odchodne Loli dała jej jakiś owoc, podobno najsmaczniejszy ze wszystkich jakie Angela w życiu jadła, i dobre słowo, które pomogło jej przetrwać ciężkie chwile. Angela miała ich wiele, bo jej mąż był norweskim marynarzem o trudnym charakterze, alkoholikiem, z którym póżniej się rozwiodła, dla dobra dzieci.

Dziewczynki spotkane na placu zabaw, wspominają lekcje rysunku, które Loli im dawała i pyszne ciasta, które piekła.

Wiem, że tych historii jest więcej i będę ich szukać. Z resztą nie bardzo muszę szukać, bo co chwilę ktoś mnie zagaja, pytając czy jestem tą dziewczyną, która zamieszkała w mieszkaniu Loli, i po chwili kontynuuje swoją własną opowieść z Loli w roli głównej.

Jedna odpowiedź do „Loli”

  1. Zapachniało Almodovarem… 🙂

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Śfiento Anuluj pisanie odpowiedzi