Jest wiele powodów, dla których lubię Gibraltar. Na początku to były „widoki”, multikulturowość i brytyjskość w jednym, ładna Starówka, sama Skała. Standard. Później dopiero doszły te małe rzeczy, najważniejsze – te dzięki, którym zaczynamy naprawdę kochać.
Mili i rozmowni mieszkańcy, porządek, tradycyjność, poczucie bezpieczeństwa, rynny (w Hiszpanii na budynkach ich nie ma, co sprawia, że zimą gdy padają deszcze, w domach jest bardzo wilgotno), znowu włoszczyzna z pietruszką (w Hiszpanii jest bez), koperek i pączki z dżemem truskawkowym.

Najważniejsza jest jednak nostalgia. Spacerując po Starym Mieście człowiek ma wrażenie, że czas się tu zatrzymał 30 lat temu, albo chociaż nagle nie przyspieszył tak bardzo, jak w pozostałych cywilizowanych miejscach. Wszystko wydaje się stare, trochę jak na planie Kina Paradiso.
Zakłady tapicerskie, zakłady fryzjerskie tylko dla mężczyzn, goniące się na Main Street dzieci żydowskie w garniturach i jarmułkach, wszechobecne armaty, pogawędki o religii w telewizji (w najlepszym czasie antenowym i w studio, które jest po prostu pokojem z dwoma fotelami i ścianką), mały wybór w sklepach z elektroniką i brak galerii handlowych. To świat, które istnieje, a jednocześnie jest tak nierzeczywisty, że czasem wydaje się, że go nie ma, że musiał już odejść, przeminąć, że śnisz.
Jeśli chcesz i możesz, wspieraj Lubię Gibraltar na https://buymeacoffee.com/lubiegibraltar ! Bardzo dziękuje! ☀️💛☀️


Dodaj odpowiedź do Z. Anuluj pisanie odpowiedzi