Obiecuję, że następne posty (choć przez pewien czas…), będą znowu o Gibraltarze, ale trochę ostatnio pojeździliśmy po okolicy i zdążyłam się zakochać, więc chciałabym się tym świeżym wzruszeniem podzielić, póki trwa
Wydawałoby się, że skoro mieszkając w Andaluzji często ma się możliwość odwiedzenia pięknych miejsc, kolejna ładna miejscowość nie powinna już robić wrażenia. Z Sanlúcar de Barrameda jest jednak inaczej, bo w Sanlúcar można się zakochać. Tak było właśnie ze mną. Zakochałam się bez pamięci i na zawsze, a to u mnie niezbyt częste.
Pięknie usytuowane u ujścia rzeki Gwadalkiwir i wzdłuż Oceanu Atlantyckiego, ma w sobie moc przelewających się wokół hektolitrów wody, a linia horyzontu zdaje się układać niżej – można odnieść wrażenie, że cały świat składa się z wody i nieba. Jakby tego było mało – na drugim brzegu rzeki czai się wspaniała obietnica, czyli jeden z największych w Europie rezerwatów przyrody Parque National Coto Doñana. Usytuowany nad Zatoką Kadyksu, Park Narodowy zajmuje powierzchnię około 54 tys. hektarów i jest, pokrytym wydmami, mokradłami i lasami, schronieniem dla rzadkich gatunków zwierząt, a przede wszystkim olbrzymiej liczby ptaków, które zatrzymują się tam w drodze z południa na północ albo spędzają tu zimę. I wcale im się nie dziwię.
W tym mieście łatwiej marzyć – może dlatego, że odegrało swoją ważną rolę w czasach Wielkich Odkryć Geograficznych i kolonizacji Ameryki. Sanlúcar było ostatnim przystankiem na europejskiej ziemi, ale też miejscem, do którego się z utęsknieniem wracało. To właśnie z Sanlúcar Krzysztof Kolumb wyruszył w swoją trzecią wyprawę do Ameryki, a Ferdynand Magellan rozpoczął podróż dookoła świata, tę z której niestety nie zdołał powrócić. Po trzech latach do portu w Sanlúcar wpłynął tylko jeden z pięciu statków, które wyruszyły w drogę – Victoria, pod dowództwem Juana Sebastiana Elcano.
Niewiele brakowało, aby Sanlúcar zostało kiedyś stolicą Hiszpanii i tę jego dawną wielkość mocno jeszcze nadal widać, przemieszaną z czymś jeszcze… Intensywnie białe budynki, intensywnie niebieskie niebo, ładne wąskie uliczki, prowadzące do kolejnych placyków, często z fontannami. Tak wyobrażam sobie Amerykę Południową, tylko pewnie trzeba dodać jeszcze dużo kolorów. Atrakcyjnie urządzone bary tapas, pijalnie manzanilli (czyli lokalnego sherry) i piękna promenada, pozwalają na nowo poczuć hiszpański klimat – a wszystko to zachęca, żeby w Sanlúcar zatrzymać się na dłużej, poleżeć na plaży, stopić się z piaskiem, słońcem, niebem i stracić poczucie czasu, choć na chwilę.
Chcę tam szybko wrócić!
Ps. Strona miasta – Turismo Sanlucar de Barrameda
Ps2. w 2011 roku badania archeologiczne wykazały, że na terenach Parku Narodowego Coto Donana mogą znajdować się pozostałości po legendarnej Atlantydzie – Lost city of Atlantis believed to be found off in Spain
Ps3. Film o Sanlúcar de Barrameda i Parque National Coto Doñana:


Dodaj komentarz