Ostatnio wreszcie mogłam się zająć tym, co lubię najbardziej i o czym chciałabym częściej pisać, czyli zwiedzaniem, nie tylko Gibraltaru, ale też jego pięknej okolicy.
Naprawiliśmy samochód, więc możemy jeździć na wycieczki. W zeszłym tygodniu byliśmy w Esteponie i Marbelli. Za tydzień Jerez de la Frontera, a za trzy: Sewilla! A później zobaczymy… Mieszkając w tych okolicach, zwiedzając można spędzić każdy weekend. Ba! Całe życie.
Dlaczego pojechaliśmy akurat do Estepony? Bo wygrałam tam nocleg w hotelu! Jakiś czas temu zrobiłam zakupy w sklepie Express (to taka tutejsza Żabka), podałam swoje imię i wygrałam! No to pojechaliśmy! Wspaniale było zobaczyć Skałę Gibraltarską z innej perspektywy.
Po przejechaniu 50 km Autovía del Mediterráneo – droga piękna widokowo i bezpłatna, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża Hiszpanii, od Kadyksu aż do Barcelony (Autovia del Mediterraneo), wjechaliśmy do Estepony. Szybko znaleźliśmy hotel (w którym spotkaliśmy znajomych!), wstawiliśmy rzeczy do pokoju (TyTy po raz pierwszy załapała się na dostawkę – witamy w świecie dużych ludzi) i ruszyliśmy szukać jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść coś smacznego (uwielbiam łączyć odkrywanie miasta z odnajdywaniem miejsc, w których serwują dobre i tanie jedzenie!).
Nie był to nasz pierwszy raz w Esteponie. To miasto, które braliśmy pod uwagę, gdy zastanawialiśmy się nad miejscem, w którym chcielibyśmy mieszkać po przeprowadzce tutaj. Wydawało się bezpiecznym wyborem, i mimo że w końcu wylądowaliśmy w Tarifie, a później na Gibraltarze, to nadal mam do niej sentyment.
Estepona jest ładnym kurortem i wspaniałym miejscem na wakacje czy wypad weekendowy. W przewodnikach jest opisywana, jako najbardziej hiszpańska ze wszystkich miejscowości na Costa del Sol – może dzięki trochę monumentalnej zabudowie i urokliwej Starówce z brukowanymi uliczkami. Może też dlatego, że chętnie spędzają tam wakacje Hiszpanie, którzy raczej nie odwiedzają pozostałych kurortów Costa del Sol, wybierając częściej Costa de la Luz (czyli pobliskie wybrzeże Atlantyku) albo ostatnio coraz częściej nic, ze względu na kryzys.
Estepona jest bardzo rozległa – hotele i apartamentowce ciągną sie kilometrami, a promenada zdaje się nie mieć końca. Mimo to, paradoksalnie, całość sprawia przytulne wrażenie. Ulice są zadbane i czyste, oświetlone ładnymi lampami ulicznymi. W porcie można znaleźć wiele restaruracji, które zdają się serwować dobre jedzenie (wnioskuję po kłębiącym się w niektórych tłumach lokalnych mieszkańców). Drugim miejscem, gdzie koncentują się tapas bary i restauracje jest centrum miasta. I właśnie tam się tego wieczoru udaliśmy.
Na początku wszystko wskazywało, że być może będziemy musieli wrócić do portu, bo okolice Starówki były opustoszałe, a kolejne napotkane osoby, sugerowały, że o tej porze nie znajdziemy otwartego miejca (co prawda zbliżała się 21:00, czyli godzina, o której w Hiszpanii je się główny posiłek, ale styczeń i luty to miesiące gdy wiele knajp się zamyka). Gdy już zaczęliśmy tracić nadzieję, spotkaliśmy dwie przemiłe Rosjanki (kilka lat temu na Costa del Sol zaczęli zjeżdżać/ uciekać??/ bogaci Rosjanie, a za nimi przyjechali kolejni – ci biedniejsi, i teraz w barach i restauracjach coraz częściej można usłyszeć obsługę mówiącą po hiszpańsku z miękkim rosyjskim akcentem – brzmi to bardzo ładnie), które pokazały nam miejsce, gdzie podobno zwykle siedzi sporo osób.
W ciemnej, pustej uliczce wytrwale świecił szyld. Knajpa nazywała się Jamón, Jamón. Czyli Szynka, szynka – jak stary film, na planie którego poznali się Javier Bardem i Penélope Cruz, później stracić się z oczu na wiele lat i w końcu na zawsze odnaleźć.
Jamón, Jamón w Esteponie serwuje dobre jedzenie i ma świetną, zaangażowaną obsługę, w osobie uśmiechniętego właściciela. Zamówiliśmy oczywiście przeróżne tapasy. Zawsze tak robimy, bo dzięki temu możemy popróbować różnych potraw i smaków. Niska cena tapa (od 1- 2 Euro, zależnie od miejsca i miasta) sprawia, że można się najeść z prawdziwą przyjemnością i bez wyrzutów sumienia, bo za posiłek dla 2 dorosłych i dziecka, wraz z dwoma lampkami wina, zapłacimy między 12 a 20 Euro.
Następnego dnia, po obfitym hotelowym śniadaniu, postanowiliśmy pojechać jeszcze do Marbelii, ale o tym już w następnym poście.
Przydatne linki:
Strona miasta: http://www.estepona.es/turismo/
Krótki sentymentalny przewodnik na stronie Olive Press – http://www.theolivepress.es/spain-news/2012/04/24/estepona-the-white-village-on-sea/
Ps. Gdyby ktoś chciał się zatrzymać w Esteponie na dłużej, warto zaplanować wycieczkę do pobliskiego parku rozrywki Selwo Aventura (http://www.selwo.es/ – to olbrzymie zoo na świeżym powietrzu, w którym na wpół swobodnie mieszka około 2000 gatunków zwierząt, i jakby tego było mało, jest też delfinarium. Odwiedziny w Selwo jeszcze przed nami. Na razie Mała Myszka cieszy się, gdy spotka krowę i owcę, więc na lwa może jeszcze poczekać (aż rodziców będzie na to wszystko stać :))


Dodaj komentarz