Uwielbiam zachody słońca w Catalan Bay. Są naprawdę magiczne, choć bez słońca. Tzn. ze słońcem, ale tak jakby go nie było.
Latem, o 17:30 słońce ‚zachodzi’, czyli znika za Skałą Gibraltarską i wytrwale świeci z drugiej strony, u nas – co jest zbawienne latem, wszystko pokrywa cień. Gdy popołudniu muszę pojechać ‚do miasta’, zawsze ze zdziwieniem, tak na wysokości Memoriału Sikorskiego (teraz znajduje się w innym miejscu – został przeniesiony na Europa Point/ przy. aut.), odkrywam, że jest gorąco, i że zapomniałam okularów przeciwsłonecznych.
Mimo, że słońce znika za Skałą, to jednak przecież jest, i pięknie oświeca statki zacumowane w dali. Gdy zachodzi, morze staje się cudownie srebrzyste i czasem zlewa się z niebem, w dali złocą się statki, a po prawej, gdy jest ładna pogoda, widać jak zaczynają migotać pierwsze światła Afryki.
Trochę kręci się w głowie, bo widać słońce, którego nie ma, ale kto nie lubi gdy trochę kręci mu się w głowie.



Dodaj komentarz