Lubię Gibraltar

Strona o Gibraltarze i mojej miłości do tego miejsca, a także o odkrywaniu Andaluzji i wszelkich innych nieograniczonych możliwościach, dostępnych w tym zaskakująco różnorodnym miejscu na świecie!

Arts&Crafts czyli robótki ręczne

Piekąc ciasta na zamówienie, otworzyłam się na świat wszystkich domowych kreacji – w tym robótek ręcznych. Zawsze je lubiłam, ale nie miałam do nich cierpliwości i potem kończyłam z połową szalika albo jednym butem dla lalki. Pamiętam, że kiedyś sobie obiecałam, że jeśli skończę szalik, to spotka mnie coś wyjątkowego. Zawsze lubiłam takie myślenie magiczne. Skończyłam go, chyba nawet zdążyłam przed zimą, a czy później wydarzyło się coś? Codziennie się wydarza i to od nas zależy, czy to zauważymy.

Trochę więcej cierpliwości odnalazłam w sobie, gdy zaczęłam pleść sznury z muszli. Może dlatego, że teraz mam więcej wolnego czasu, łatwiej jest mi dokańczać wszystkie sprawy?

PSX_20200506_191332.jpg

Nie uważam tego co robię za szczególnie wybitne. Zauważyłam jednak, że sam proces wymyślania i tworzenia czegoś daje mi tyle radości, że z każdym dniem coraz mniej przejmuję się wewnętrznym krytykiem i strachem przed oceną innych. Coraz lepiej rozumiem, że nie o to w życiu chodzi.

Fajnie jest wymyślić nowe ciasto. Tak samo fajnie jest iść rano na spacer, nazbierać muszli, a później pleść z nich ozdoby. Albo szyć dziewczęce sukienki. Albo robić dżemy, smażyć powidła. Albo odnowić szafkę. Cudowny świat codziennych mikrokreacji, z których powstaje prawdziwy dom. Dom z serca, a nie z katalogu.

Pamiętam, że gdy byłam mała, wiele rzeczy jeszcze robiło się samemu w domu. Teraz człowiek nie ma na to czasu. Za dużo pracy, za dużo Internetu, za dużo seriali, i za mało wiary w siebie. Gdzieś, na którymś etapie w szkole i w domu, zostaje w nas zagnieżdżona myśl, że to co sami próbujemy stworzyć jest niewiele warte i że lepiej oddać każdy proces twórczy specjaliście w danej dziedzinie… Pozbawiamy się w ten sposób tego, co jest prawdziwą radością życia – czyli poszukiwań.

Czytając i oglądając blogi innych osób, nie mogę się nazachwycać ile na świecie jest twórczych i wspaniałych osób, które robią piękne i niepowtarzalne rzeczy. Są też tacy, którym wychodzi jakby mniej ładnie, ale czy to znaczy, że mają siedzieć i oglądać telewizję cały czas?

Mam nadzieję, że świat jednak pójdzie w kierunku zdrowego rozsądku i nie będziemy płacić 50 euro za coś co kosztuje 5 i resztę zabierają korporacje, a my jeszcze dopłacamy kolejne 20 – w podatkach, kosztach ochrony środowiska i wywózki śmieci. Nie zgadzam się na wyzysk biednych, gdzieś tam daleko w świecie, który niby istnieje, ale jak go nie ma w wiadomościach, to nie wiesz czy jest, a potem zagarnianie całej kasy dla wielkich firm.

Wolałabym, żebyśmy więcej rzeczy produkowali lokalnie i samodzielnie, a potem sobie to sprzedawali albo oddawali. Mam wrażenie, że będziemy wtedy mieli większą kontrolę nad swoim życiem, mogli mniej pracować, a na pewno nie pracować połowy życia na odsetki od czegoś czego już dawno nie pamiętamy.

Na Gibraltarze istnieje założone dawno temu stowarzyszenie rzemieślniczek – popołudniami organizują lekcje szydełkowania, rysunku, eco artu, robienia witraży, wyrobu mydeł i innych rozwijających artystycznie zajęć, a także sprzedają rzeczy robione na szydełku, obrazki, biżuterię itp itd.

Niektóre rzeczy są naprawdę ładne, część niestety próbuje dogonić ceną konfekcję z Chin i trafić w gust „każdego”, co zwykle kończy się ofertą dla nikogo. Dobrze jednak, że takie miejsce istnieje, bo chcę wierzyć, że przyszłość, to nie uniformy narzucane przez media i korporacje, tylko to co sami sobie wybierzemy i… udziergamy.

Jutro idę do Art&Crafts na rozmowę kwalifikacyjną. Jak im się spodobam, to moje sznury z muszli będzie można kupić w dwóch miejscach na Gibraltarze. Trzymajcie za mnie kciuki!

Dodaj komentarz