W sobotę byliśmy u święconki. Gibraltarczycy i Hiszpanie nie święcą potraw na Wielkanoc. Na szczęście dzięki przytomności i obrotności jednego z naszych krajanów mieszkających na Gibraltarze, o 12:00 mogliśmy przyjść do Katedry przy Main Street na prywatne i zorganizowane specjalnie dla nas, spotkanie z księdzem.
Musieliśmy trochę poczekać, no i natknęła się na nas wycieczka z Polski. Trochę sobie pogawędziliśmy. Potraktowali nas z miłym szacunkiem i czymś jeszcze, co trudno opisać… Może zachwytem?
– Skąd się tu wzięliście? I tak po prostu się tu przeprowadziliście? Jak tu żyjecie?
Śmiesznie było trochę. Poczułam się jak osoba z innego świata, ważna persona, jednym słowem – Gibraltarski Polonus! Zrobili sobie nawet zdjęcia naszych święconek!
Po wszystkim, przy wyjściu z kościoła zaczepiła mnie miła Hiszpanka.
– Co masz w tym koszyczku?
Jak na każde pytanie zadane w tym języku, odpowiedziałam nie na temat:
– Przepraszam, słabo mówię po hiszpańsku.
W końcu jednak zrozumiałam o co jej chodziło i wytłumaczyłam, że nasza polska tradycja, i że ksiądz to zrobił specjalnie dla nas.
Widocznie z czymś jej się to skojarzyło, bo z zachwytem spytała:
– Masz tam jajka i chleb?
– Tak.
– Muy bonito!!!
A ja się martwiłam, że za mało nawkładałam.


Dodaj komentarz