Rzeczą, która mnie nieodmiennie śmieszy, to gdy ktoś, kto długo mieszka zagranicą, nagle zaczyna mówić inaczej. Inaczej akcentuje, wydaje inny odgłos gdy się zastanawia (i zamiast swojskiego yyy, nagle zaczyna mówić am!), no i tak jakoś wywyższająco wymawia nazwy miast. Zawsze patrzyłam na to z drugiej strony, aż sama zaczęłam.
I pojutrze jadę do Sewiji, zobaczyć obchody Wielkiego Tygodnia. Strasznie się cieszę!


Dodaj komentarz